Olga Szerauc

* 1908

  • "Załadowali nas do tych zawszawionych pociągów. Bo to wojsko przywozili do Polski a tym samym pociągiem na wywozili. No okropnie było. Napchali ludzi do wagonu że nawet położyć się nie można było. Wszystko na siedząco albo skurczone. Jeszcze ja jakoś… ktoś się mną opiekował. Ja osobiście nie miałam żadnych przykrości. Najgorsi byli Żydzi, jak przyszli tam Żydzi to paskudnie się zachowywali. A ja miałam ruskich żołnierzyków, także mnie nic się nie stało. Ponieważ obok nas [sąsiadów we wsi] też wywozili to do mnie przyszli młodzi. To gwoździe ze ściany wybijali i brali bo mówi „u nas nic nie ma”. Także ja zawdzięczałam tyle tym żołnierzykom. Ja sporo rzeczy wzięłam z domu. Co mieli to wrzucali mi żebym ja wszystko brała. Nawet męża zegarek, taki złoty, prędziutko mi dali żebym schowała. Bo jakby przyszedł ten komendant to by zacharapił. I załadowali na sanie. Musieliśmy 40 km jechać przez las saniami, potem nas do pociągów i wieźli cały miesiąc. Tyle że jeszcze żołnierze poszli po kury – pozarzynali, jaka żywność w domu była, wszystko mnie załadowali. Także my jadąc właściwie w tamtą stronę mieliśmy co jeść. A oni też dawali jeść. I miesiąc nas trzymali w tych wagonach okropnych."

  • "Po czterech latach Polacy wracali do Polski. Przyjechał Kirgiz do mnie w nocy i mówi – „ W tej chwili proszę wstać i za dwie godziny żeby was tu nie było. Póki oni się obejrzą”. Czyli mam uciekać. A miałam 75 km do stacji. A mrozu było 50 stopni. Ale grzało mnie słońce. I uciekłam. Powiedział mi potem że byłam jedna z pierwszych. I ten Kirgiz co ze mną mieszkał mnie odwoził i żegnał się ze mną. Płakał rzewnymi łzami i mówił „Pani jest jak moja rodzona siostra”. Ja się nim opiekowałam. Ale uciekłam. I do przejścia granicy Polski nie byłam pewna czy mnie nie złapią jeszcze. Bo z Niemcami zrobili tak. Niemcy dojechali do granicy i zawrócili ich. Ale nam dali spokój. Przyjechałam. I jak już wysiadłam w Warszawie to wiedziałam ze już jestem w Polsce."

  • "Jak się szło ulica to pod spódnice błoto leciało. Było kocimi łabami zabudowane. Pamiętam taki Kuźmierz przyjeżdżał chłop, mówi – „Piotruk jak ty jedziesz”. A ten jechał i jedno kolo było w koleinie. Bo przecież nie było kanalizacji i to płynęło wszystko tymi rynsztokami. I on mówi – „ Jedno koło masz w dole”. A ten – „A cóż ja winien ze w Wilnie takie koleiny szerokie”. Musiał jednym kołem w rynsztoku. Wilno okropnie wyglądało po wojnie. Mieszkali Polacy. Było trochę Litwinów ale bardzo mało. Żydów najwięcej. Żydów to było. I co roku był pogrom Żydów. I pamiętam jak po szkole poszliśmy Żydów bić. A o mało Żydzi nas nie pobili. W najstarszej dzielnicy był pobudowany akademik, reszta ruina była. I akademicy nas wciągali przez okna jak przed Żydami uciekaliśmy. Chodziliśmy Żydów bić. A co roku był pogrom Żydów, co roku dostawali lanie. A najwięcej to wyrostki."

  • Celé nahrávky
  • 1

    Warszawa, 13.06.2011

    (audio)
    délka: 05:09:23
    nahrávka pořízena v rámci projektu Oral History Archive - Budapest
Celé nahrávky jsou k dispozici pouze pro přihlášené uživatele.

Załadowali nas do tych zawszawionych pociągów

Olga Szerauc
Olga Szerauc
zdroj: Post Bellum

Urodziła się 1 kwietnia 1908 w majątku Kuźmicze k. Miadzioła (Białoruś, obwód miński). Miała brata (ur. 1913) i siostrę (ur. 1910). Rodzina ze strony matki pochodziła z Kaukazu, rodzina ze strony ojca była związana z północno-wschodnimi terenami Rzeczpospolitej. Rodzice poznali się w Tyflisie, gdzie ojciec kończył szkołę. Zamieszkali w majątku na Kresach. W 1915 roku ojciec został zmobilizowany do wojska (do białej gwardii), a Olga Szerauc z rodzeństwem została ewakuowana do miejscowości Wieliż w Rosji. Po roku, gdy matka otrzymała pracę jako sekretarka w sztabie, rozpoczęli przemieszczanie się z oddziałami wojskowymi po całej Rosji. W 1918 roku dotarła do Persji (miasto Szachtachty). Odnalazła ojca, który stacjonował w Noworosyjsku. Po krótkim czasie została ewakuowana przez Anglików wraz z innymi rodzinami wojskowych i po miesiącu dotarła do Konstantynopola, gdzie została umieszczona w obozie włoskim dla uchodźców. Następnie została przeniesiona do Tuzli, a później do angielskich obozów znajdujących się na wyspach Morza Marmara. Po likwidacji obozów miała być ewakuowana do Aleksandrii, lecz matka jej postanowiła wrócić do ojca. Miała jednak problemy z powrotem do ojczyzny, ponieważ wcześniej otrzymała obywatelstwo angielskie. W celu załatwienia formalności udała się do Galati w Rumunii. Po dwóch latach wyjechała do Polski, gdzie ojciec jej walczył pod dowództwem Józefa Piłsudskiego o niepodległość. Udała się więc do Galacu w Rumunii, gdzie matka załatwiła sprawę jej obywatelstwa. W 1921 roku przez Lwów dotarła do Wilna.Początkowo chodziła na kursy szycia w Wilnie, a od 1924 roku rozpoczęła naukę w szkole podstawowej u zakonnic. Następnie chodziła do szkoły założonej przez hr. Mohlówną przeznaczonej dla dziewcząt. Ukończyła specjalizację tkactwa artystycznego. Wyszła za mąż za Leona Szerauca w wieku 26 lat i zamieszkała na Polesiu. Mąż pracował w nadleśnictwie. Urodziła dwoje dzieci.W 1939 roku, gdy wybuchła II wojna światowa, mąż został aresztowany, a ona została z dziećmi w Wilnie, gdzie się schronili jeszcze w sierpniu 1939. Postanowiła jednak wrócić do domu na Polesiu i po trzech tygodniach została aresztowana i wywieziona do Kazachstanu. Dostała pięcioletni wyrok. Po miesięcznej podróży na zesłanie została umieszczona w łagrze i pracowała w kopalni złota Stalino w miejscowości Akmolno. Po dwóch latach uciekła do Makinki (sto kilometrów od kopalni. Przez następne 4 lata pracowała na kolei przy piecach do produkcji smoły. Gdy zaczęły się pierwsze transporty do Polski uciekła z miejsca zesłania. Dotarła do Szczecina, gdzie otrzymała zniszczony, poniemiecki majątek. Miała problemy ze znalezieniem pracy. Odnalazła swoją kuzynkę i postanowiła przyjechać do Krakowa, gdzie mieszka do czasów obecnych. Pierwszą pracę podjęła w fabryce gobelinów, a następnie została jednym z organizatorów spółdzielni „Cepelia“, gdzie pracowała przez 30 lat. Po 60 latach pracy przeszła na emeryturę. Do 2010 roku prowadziła kursy koronkarskie. Nadal haftuje i jest w kontakcie ze środowiskiem koronkarskim.